Witam,
Tym razem analiza Jannabeth [Jason x Annabeth].
Ukaszek.
Feno
Korpiklaani
Rejwen
PRZED
*Annabeth*
IDEAŁ. Moje życie było ideałem.
*Annabeth*
IDEAŁ. Moje życie było ideałem.
Moje
życie było IDEALNE, ale potem pojawiły się blogaski.
Moje
życie było idealne, a potem przeczytałam to.
Miałam
chłopaka, dom, przyjaciół... Rodzina? Rodzice? Tego już nie
oznaczam jako "moje", nie dodaję do "mojego"
życia.
Bo
i po co? Przecież tylko cię urodzili i wychowali. Ty jesteś Mary
Sue, oni śladów twoich nie godni całować.
A
dom tak nagle się pojawił. Ojciec nie ma z tym nic wspólnego.
No
tak... matka tylko dała jej "mądrość" i uznała, za
swoją najwspanialszą córkę, a ojciec ją kocha i zrobi dla niej
wszystko... Po co się nimi przejmować...
Więc...uznaję,
że moje życie było ideałem. Co
prawda urywało mi od spacji, ale przecież zawsze mogło być
gorzej.
I
ten czas przeszły, aby spowodować wzrost napięcia - drżyjcie! To
życie ideałem być przestało!!! Mary Sue musi się z nami tym
podzielić!
*Jason*
TRAGEDIA. Moje
życie było tragedią. Tak samo jak
rozpoczęcie tego szota. Ale taką
grecką tragedią? W sensie ubierał koturny i maskę, i recytował
Sofoklesa i Eurypidesa?
Co miałem?
Przyjaciół, którzy tylko chcieli, nic nie dawali.
Bo
to wcale nie tak, że byliście zespołem i wszyscy byli gotowi
poświęcić życie za drugie. Nie, wszyscy siedzieli sobie wygodnie,
a ty sam jeden uratowałeś świat przed Gają. Oczywiście. Przecież
to Jason - on jest Supermanem...
Dziewczynę... A
raczej wspomnienie o niej. Zanim odeszła.
Z nim. Z Percym.
O nie! Teraz Ci tylko została śmierć. #emo
Chodźmy się upić, pociąć, ewentualnie rzucić z mostu. Oj,
przepraszam, Jason umie latać. Instynkt by go uratował.
Spalenie
:) Jak się podpali, od razu mu się cieplej zrobi na sercu :D
A
jak sam nie da rady, to ja mogę pomóc *bierze pochodnię*
Czego nie miałem?
Mózgu? Umiejętności
niedramatyzowania?
Miłości,
rodziny, domu. Ponieważ przyszedł zły Pan i
Ci to zabrał. W sensie Voldzio? A nie,
czekaj, nie ten fandom...
Biedna Annabeth.
Ona jeszcze nie wie. O swoim chłopaku. Byłym, jak się pewnie zaraz
okażę. Wróć? Czy Jason sobie wymyślił,
że jest jej chłopakiem? I czy zaraz jej się on okaże? Coś mnie
ostatnio ominęło chyba. Czytam
ostatnie zdanie 5 raz i nadal nie rozumiem. Ludzie...
nadal nie widzicie różnicy między okaże a okażę? AŁtoreczki...
to całkowicie zmienia sens zdania, weźcie pomyślcie czasem >.<
A takie podzielenie wypowiedzi na kilka mniejszych nie czyni tej
wypowiedzi sensowniejszą >.<
Chcę jej to
powiedzieć. POWINIENEM (ale po co Ci tutaj
Caps?) jej to powiedzieć. Ale...nie potrafię,
postawić spacji po wielokropku. Nie
potrafi mówić? Mowę mu odjęło od
bycia w opku...
Nie chcę, by
przechodziła to, co ja. Skoro jest szczęśliwa, po co mam jej to
zabierać? Bo ja tak chcę?
Tak
samo, jak zabrałeś spację po znaku zapytania.
Nie
wiem... Może dlatego, że uczciwiej byłoby powiedzieć lasce, że
chłopak ją zdradza, niż dla "jej dobra" to ukrywać?
Nie? Wolisz łgać i kryć przed nią prawdę? Okej...
Spoglądam na
nią. Rozmawia właśnie z Percym, głośno się śmiejąc. On także
ma na twarzy uśmiech. Ale sztuczny, drwiący, jakby chciał
powiedzieć "Naprawdę nadal w to wierzysz, Annabeth? W nas?".
Ja
tam wierzę, że dalsza część będzie lepsza. Na razie nie ma
wielkich błędów, ale i tak się boję.
Ja
na jej miejscu wierzyłabym w bogów greckich. ;//
Pominę
fakt, że kanoniczny Percy w życiu by się tak nie zachowywał...
Kanon
umarł i nie żyje, zadumajmy na chwilę nad jego grobem.
TERAZ,
bo nie później.
*Annabeth*
-Myślisz, że to
możliwe?-spytałam, patrząc na Percy'ego. Już parę godzin
rozmawialiśmy o architekturze. Szczerze, nieco mnie to dziwiło...
Ale i uszczęśliwiało. Percy robi to dla mnie.
Mnie
zdziwił tylko brak spacji po myślniku, jak i przed nim. Wróć. Nie
pisze się przypadkiem "Percyego"? Nie,
to akurat aŁtoreczka zrobiła dobrze. Alleluja
-Jasne, Ann.
Zjadłaś spację przed myślinikiem.
Od
kiedy kanoniczny Percy mówi do Annabeth "Ann"? A no tak,
tu nie jest kanoniczny...
-Czyli się uda?
Ale no co się uda? Halo, nie rozumiem. Wyjaśni
ktoś?
-Oczywiście,
Annabeth, jeśli odkryjesz w końcu te spacje!
Tu chyba na końcu powinna być kropka.
-A może się nie
udać? (najwyraźniej nie.) Wielka
inteligencja – pytać o to samo kilka razy ._. Córka
bogini mądrości...
-Napewno,
Annabeth. Napewno napewno napewno napewno
napewno napewno napewno. Moje oczy krwawią.
Zamilkłam,
patrząc na niego uważnie. Czy on mnie w ogóle słuchał? Eeee,
nie?
-Nazywasz się
Tom, Percy?
-A jakże by
inaczej, Ann.
-Jesteś
fioletowym słoniem, który zaraz popełni samobójstwo?
To
mnie przerasta. Nie dość, że nie ma emocji w tych dialogach, to
jeszcze fioletowe słonie. Mamo! Zabierz mnie stąd!
Daj
spokój, przecież to Element Komiczny. Może
powinni takie momenty znakować, aby wiedzieć, kiedy się śmiać?
O
nie. #emo - comboX2
Samobójstwo
zaraz popełnię ja... x2
-Tak, przecież w
ciebie wierzę.
-Kogo kochasz?
-Ciebie, Piper,
przecież wiesz.
Całe
szczęście, że nie kocha siebie.
Czy
tylko mnie denerwuje robienie z Percy'ego takiego idioty? Wbrew
pozorom z nim niebyło tak źle w książkach... Ale wróć, to
kanoniczny nie był aż tak głupi...
No
bo przecież Ann mówiła do niego Glonomóżdżku, to zróbmy z
niego debila, będzie fajnie! Ech... Potrzebuję przerwy, idę sobie
zrobić herbatę.
Cisza. Zamarłam.
On też. Chyba dopiero teraz zrozumiał, co powiedział.
-P... Percy. Czy
to prawda?
Percy
jeszcze chwilę temu nie był Tomaszem, który równocześnie był
fioletowym słoniem, który chce popełnić samobójstwo?
-Nie, Pi... Ann!
Nie kocham jej tej dziewczyny Ann... To znaczy Piper. Nie kocham
Piper.
Kanoniczny
Percy nie ma opóźnienia umysłowego...
-Nie wierzę.
Zostaw mnie! Jeśli kiedykolwiek się do mnie zbliżysz... Nie ręczę
za siebie. - wyjęła miecz i odcięła mu
głowę. Śmierć a'la Ned Stark.
-Nie dasz mi
rady.
Kanoniczny
Percy... A zresztą... nie warto.
Gdy to
powiedział, coś we mnie pękło. O! Chyba
znowu trafiliśmy na feministkę.
Już za chwilę
(może raczej „już po chwili”?)
Percy leżał na ziemi ze złamaną ręką, a ja stałam obok niego.
Nie wiedziałam, co ani jak to zrobiłam. Ale to nic. Nic.
Nie.
To nic! Przecież mu tylko w kilka sekund złamała rękę. Ann chyba
została jakimś Rambo.
Zazwyczaj
odruchowo w takim przypadku dziewczyna uderzyłaby chłopaka w twarz,
ale łamanie rąk też jest spoko.
Gdzie
tam, po prostu aktywowała jej się moc Mary Sue.
Za
niedługo zostanie transformersem. Chcę zobaczyć jak zmienia się w
Chevroleta.
A
może obudził się w niej Mr. Hyde? Skoro ma luki w pamięci i
krzywdzi innych? Albo znalazła dziennik Riddle'a? Reeejwen,
nie ten fandom.
-Annabeth?
Zapraszam do mnie. - Ostry głos Chejrona przywował (Co
zrobił?) mnie do porządku.
Cheiron
ex machina... x2
-Tak. Idę.-Teraz
nic nie mia znaczenia. Mia? Mia to imię. A
może miało być „mija”? :// I Ann musiała być głodna. Zjadła
aż dwie spacje. Przed i po myślniku.
-Jason, ty też.
Co tam robił Jason? Kiedy się pojawił? :o
Jason
ex machina... x2
Obejrzałam się
zdumiona. Ale czym się tak zdumiłaś, Ann?
*Jason*
Słysząc swoje
imię, natychmiast zacząłem się zastanawiać, co takiego zrobiłem.
Żyjesz?
Chyba tak. Oddycha. Ale
raczej nie myśli.
Oczywiście od
razu podbiegłem do Chejrona i Annabeth. Centaur odwrócił się i
pogalopował przed siebie. Przez chwilę staliśmy, ja i Annabeth,
ale zaraz ruszyliśmy w stronę domu Chejrona.
Nie
wiem dlaczego nie mogli rozmawiać po drodze. W końcu... To centaur.
One chyba mają wyjebane na każdego.
Niech
mi ktoś powie, po kiego grzyba stali? Aby pomedytować przed
spotkaniem z Cheironem? Czy wzbudzić napięcie przed opierdzielem
centaura? Którego to opierdzielu, swoją drogą, nie rozumiem...
-H...Hej, Jason.
Ty... Wiedziałeś?
Nadal
nie widzę tych spacji po myślniku, wielokropku oraz jakiegokolwiek
opisu emocji!
Muszą
nieźle pędzić, że aż Annabeth dostała takiej zadyszki.
Ona
już widzi, że Jason to jej jedyny i dostała syndromu skromnej,
zażenowanej panienki...
-Od tygodnia.
Zapadła
niezręczna cisza. I muzyczka jak z horroru.
-To było dobre.
Skojarzyło mi się z jedzeniem... W sumie
pierogi, jakie dzisiaj jadłam, też były dobre :)
-Co?
-
Gówno. Wygrałem!
-No, to, jak go
powalilaś.
Powaliło
go raczej to, że jest tu brak jakichkolwiek opisów. AŁtorko,
odkryj to w końcu!
Literówka.
/*\ Przydałaby się beta. Może przy okazji nauczyłaby aŁtorkę
dodawania opisów emocji.
Po
co? Aby to opko było jeszcze dłuższe?
Pierwszy raz od
dłuższej chwili Ann uśmiechnęła się.
To
ile to wszystko trwało, że trzeba to aż zaznaczyć w narracji? Bo
na moje oko nie więcej niż dziesięć minut.
-Tak sądzisz?
Zajeżdża sztucznością...
-Oczywiście.
-Będę miała
przez to jakieś problemy, Jason?
Tak!
Będą problemy! Halooo! Nadal brak emocji! Ta rozmowa jest "sucha".
-Tak. Ale było
warto?
Dziewczyna
zastanawiała się przez niecałą sekundę. Ten
czas jest dla nas niezbędny do poznania, czyż nie?
A
nie parsknęła?
-Było. Minęło.
Już do Nas nie wróci.
Do końca drogi
szliśmy w ciszy, szczęśliwi z obecności drugiego. (Miłość
rośnie wokół nas...) Nieopodal lasu stał Chejron.
Wróć.
Szli do domu Chejrona, ale on stał koło lasu. Co?
Może
mieszka w lesie? W końcu to centaur, z nimi bywa różnie.
Przeprowadził
się?
-Annabeth.
Żałujesz tego, co zrobiłaś?
-
Tak. Żałuję tego, że ktoś zrobił ze mnie Rambo.
Widzę, że miała
ochotę powiedzieć "tak". Miałaby o wiele mniej
problemów. Ale ja delikatnie ścisnąłem ją za rękę. "Jestem
z tobą..
Ale
zabrakło z nimi spacji po kropce, ostatniej kropki w wielokropku i
zamknięcia cudzysłowiu.
A
kiedy ją za tę rękę złapał, aby teraz ściskać?
-Nie.
POTEM. A
ja się upieram, że wcześniej!
*Annabeth*
Osiem miesięcy
bez misji(Kto?!?). Chejron mocno się
wkurzył, bo jutro Percy miał jechać na misję.
Powtórzenia.
Ech...Misja misji misją.
Ech,
ambrozja i przez noc mu się zagoi >.< Kanon umarł już
całkiem?
Wszyscy się ode
mnie odwrócili. Twierdzą, że byłam samolubna.
Nie.
Chciałaś tylko jechać co misję, ale Cię olewali!
-Hej, Ann! Może
pomóc?
No dobra, nie
miałam racji. Jason został przy mnie.
-Dzięki, Jason.
Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
Może
bez Jasona zauważyłaby spacje przed myślnikami?
Chejron skazał
mnie też na miesiąc codziennego czyszczenia domku Ateny,
Aresa,(spacja)
Hermesa i
Apollina. Musiałam wstawać o piątej, aby wszystko ogarnąć.
Mam
wizję Annabeth przesuwającej łóżka razem ze śpiącymi w nich
obozowiczami, żeby za nimi poodkurzać. Chyba, że o tej piątej
wszystkich budziła i wywalała na podwórko. Tylko w takim razie co
te biedne dzieci zawiniły, że je to spotyka?
Właśnie
sobie wyobraziłam Aresiątka obdarzające Ann serdecznym wpierdolem.
xD Na rodzeństwo zawsze można liczyć
:D Merysujki wyłapią z daleka i spuszczą im łomot :D
Pozdrów
rodzeństwo :D
Przez chwilę
pracowaliśmy w milczeniu.
-Ann... Już
wszystko dobrze?
Się
namilczeli...
A
było tak pięknie.
Spojrzałam na
niego.
-Tak. Dziękuję.
(Zamiast tej kropki, nie mogło być
przecinka?) Wiesz co, (znak zapytania)
może naprawdę jestem samolubna? Ty wiedziałeś o tym wcześniej,
ale nic nie robiłeś. Jak dawałeś sobie z tym radę?
-Myślałemotobie.
Byłem tak zamyślony, że nawet nie
rozdzielałem słów! Drugikomentarzniemaczasunaspację.
To
chyba znów Element Komiczny - że niby się tak wstydzi to
powiedzieć... <trąca stopą to zdanie, póbując je zanalizować>
-Słucham?
-Myślałem o
tobie. Miałaś takie idealne życie. Nie mogłem...nie potrafiłem...
Widzę,
że nadal nie potrafisz używać spacji. A
Jason nadal nie potrafi mówić.
Bardzo, bardzo
nie miałam racji. Cały świat jest przy mnie, we mnie wierzy. Cały
mój świat.
O imieniu Jason.
Awwwwwwww
jak suodko :3 Tylko, że nie.
Jak
można „bardzo nie mieć racji”? o.O Nie łatwiej i bardziej
zrozumiale byłoby napisać „bardzo się myliłam”? o.O
Podsumowując.
Teraz nie wiem kto jest kim, ponieważ Annabeth bawiła się w Piper
i złamała Tomaszowi rękę, a okazało się, że to był Percy.
Ponadto suchy dialog. Zero emocji. Brak spacji. Brak jakiegokolwiek
sensu. Quo vadis, szociku?
I
ta nagła zmiana - "Jason mnie okłamał i krył Percy'ego, ale
ja go nagle pokocham, bo jest w tej samej sytuacji co ja"... How
sweet... Ale zauważcie, że Annabeth kompletnie nie zainteresowała
się uczuciami Jasona! Ale z niej wredna małpa!
Pełne
imię Annabeth brzmi - Ann. Dziękuję aŁtorce, że mnie
uświadomiła.
Bosz prawie spadłam z krzesła. Wasze komentarze to jedno, lecz te opowiadanie to porażka, wielka masakra, moje biedne oczy i umysł
OdpowiedzUsuń