wtorek, 2 czerwca 2015

Annabeth - Rambo bez emocji

 Witam,
 Tym razem analiza Jannabeth [Jason x Annabeth].

Ukaszek.

Feno

Korpiklaani

Rejwen



PRZED
*Annabeth*
IDEAŁ. Moje życie było ideałem. 

Moje życie było IDEALNE, ale potem pojawiły się blogaski.

Moje życie było idealne, a potem przeczytałam to.


Miałam chłopaka, dom, przyjaciół... Rodzina? Rodzice? Tego już nie oznaczam jako "moje", nie dodaję do "mojego" życia.

Bo i po co? Przecież tylko cię urodzili i wychowali. Ty jesteś Mary Sue, oni śladów twoich nie godni całować.

A dom tak nagle się pojawił. Ojciec nie ma z tym nic wspólnego.

No tak... matka tylko dała jej "mądrość" i uznała, za swoją najwspanialszą córkę, a ojciec ją kocha i zrobi dla niej wszystko... Po co się nimi przejmować...

Więc...uznaję, że moje życie było ideałem. Co prawda urywało mi od spacji, ale przecież zawsze mogło być gorzej.

I ten czas przeszły, aby spowodować wzrost napięcia - drżyjcie! To życie ideałem być przestało!!! Mary Sue musi się z nami tym podzielić!

*Jason*

TRAGEDIA. Moje życie było tragedią. Tak samo jak rozpoczęcie tego szota. Ale taką grecką tragedią? W sensie ubierał koturny i maskę, i recytował Sofoklesa i Eurypidesa?

Co miałem? Przyjaciół, którzy tylko chcieli, nic nie dawali.

Bo to wcale nie tak, że byliście zespołem i wszyscy byli gotowi poświęcić życie za drugie. Nie, wszyscy siedzieli sobie wygodnie, a ty sam jeden uratowałeś świat przed Gają. Oczywiście. Przecież to Jason - on jest Supermanem...

Dziewczynę... A raczej wspomnienie o niej. Zanim odeszła.

Z nim. Z Percym. O nie! Teraz Ci tylko została śmierć. #emo Chodźmy się upić, pociąć, ewentualnie rzucić z mostu. Oj, przepraszam, Jason umie latać. Instynkt by go uratował.

Spalenie :) Jak się podpali, od razu mu się cieplej zrobi na sercu :D

A jak sam nie da rady, to ja mogę pomóc *bierze pochodnię*

Czego nie miałem? Mózgu? Umiejętności niedramatyzowania?

Miłości, rodziny, domu. Ponieważ przyszedł zły Pan i Ci to zabrał. W sensie Voldzio? A nie, czekaj, nie ten fandom...

Biedna Annabeth. Ona jeszcze nie wie. O swoim chłopaku. Byłym, jak się pewnie zaraz okażę. Wróć? Czy Jason sobie wymyślił, że jest jej chłopakiem? I czy zaraz jej się on okaże? Coś mnie ostatnio ominęło chyba. Czytam ostatnie zdanie 5 raz i nadal nie rozumiem. Ludzie... nadal nie widzicie różnicy między okaże a okażę? AŁtoreczki... to całkowicie zmienia sens zdania, weźcie pomyślcie czasem >.< A takie podzielenie wypowiedzi na kilka mniejszych nie czyni tej wypowiedzi sensowniejszą >.<

Chcę jej to powiedzieć. POWINIENEM (ale po co Ci tutaj Caps?) jej to powiedzieć. Ale...nie potrafię, postawić spacji po wielokropku. Nie potrafi mówić? Mowę mu odjęło od bycia w opku...

Nie chcę, by przechodziła to, co ja. Skoro jest szczęśliwa, po co mam jej to zabierać? Bo ja tak chcę?

Tak samo, jak zabrałeś spację po znaku zapytania.

Nie wiem... Może dlatego, że uczciwiej byłoby powiedzieć lasce, że chłopak ją zdradza, niż dla "jej dobra" to ukrywać? Nie? Wolisz łgać i kryć przed nią prawdę? Okej...

Spoglądam na nią. Rozmawia właśnie z Percym, głośno się śmiejąc. On także ma na twarzy uśmiech. Ale sztuczny, drwiący, jakby chciał powiedzieć "Naprawdę nadal w to wierzysz, Annabeth? W nas?".

Ja tam wierzę, że dalsza część będzie lepsza. Na razie nie ma wielkich błędów, ale i tak się boję.

Ja na jej miejscu wierzyłabym w bogów greckich. ;//

Pominę fakt, że kanoniczny Percy w życiu by się tak nie zachowywał...

Kanon umarł i nie żyje, zadumajmy na chwilę nad jego grobem.

TERAZ, bo nie później.

*Annabeth*

-Myślisz, że to możliwe?-spytałam, patrząc na Percy'ego. Już parę godzin rozmawialiśmy o architekturze. Szczerze, nieco mnie to dziwiło... Ale i uszczęśliwiało. Percy robi to dla mnie.

Mnie zdziwił tylko brak spacji po myślniku, jak i przed nim. Wróć. Nie pisze się przypadkiem "Percyego"? Nie, to akurat aŁtoreczka zrobiła dobrze. Alleluja

-Jasne, Ann. Zjadłaś spację przed myślinikiem.

Od kiedy kanoniczny Percy mówi do Annabeth "Ann"? A no tak, tu nie jest kanoniczny...

-Czyli się uda? Ale no co się uda? Halo, nie rozumiem. Wyjaśni ktoś?

-Oczywiście, Annabeth, jeśli odkryjesz w końcu te spacje! Tu chyba na końcu powinna być kropka.

-A może się nie udać? (najwyraźniej nie.) Wielka inteligencja – pytać o to samo kilka razy ._. Córka bogini mądrości...

-Napewno, Annabeth. Napewno napewno napewno napewno napewno napewno napewno. Moje oczy krwawią.

Zamilkłam, patrząc na niego uważnie. Czy on mnie w ogóle słuchał? Eeee, nie?

-Nazywasz się Tom, Percy?

-A jakże by inaczej, Ann.

-Jesteś fioletowym słoniem, który zaraz popełni samobójstwo?

To mnie przerasta. Nie dość, że nie ma emocji w tych dialogach, to jeszcze fioletowe słonie. Mamo! Zabierz mnie stąd!

Daj spokój, przecież to Element Komiczny. Może powinni takie momenty znakować, aby wiedzieć, kiedy się śmiać?

O nie. #emo - comboX2

Samobójstwo zaraz popełnię ja... x2

-Tak, przecież w ciebie wierzę.

-Kogo kochasz?

-Ciebie, Piper, przecież wiesz.

Całe szczęście, że nie kocha siebie.

Czy tylko mnie denerwuje robienie z Percy'ego takiego idioty? Wbrew pozorom z nim niebyło tak źle w książkach... Ale wróć, to kanoniczny nie był aż tak głupi...

No bo przecież Ann mówiła do niego Glonomóżdżku, to zróbmy z niego debila, będzie fajnie! Ech... Potrzebuję przerwy, idę sobie zrobić herbatę.

Cisza. Zamarłam. On też. Chyba dopiero teraz zrozumiał, co powiedział.

-P... Percy. Czy to prawda?

Percy jeszcze chwilę temu nie był Tomaszem, który równocześnie był fioletowym słoniem, który chce popełnić samobójstwo?

-Nie, Pi... Ann! Nie kocham jej tej dziewczyny Ann... To znaczy Piper. Nie kocham Piper.

Kanoniczny Percy nie ma opóźnienia umysłowego...

-Nie wierzę. Zostaw mnie! Jeśli kiedykolwiek się do mnie zbliżysz... Nie ręczę za siebie. - wyjęła miecz i odcięła mu głowę. Śmierć a'la Ned Stark.

-Nie dasz mi rady.

Kanoniczny Percy... A zresztą... nie warto.

Gdy to powiedział, coś we mnie pękło. O! Chyba znowu trafiliśmy na feministkę.

Już za chwilę (może raczej „już po chwili”?) Percy leżał na ziemi ze złamaną ręką, a ja stałam obok niego. Nie wiedziałam, co ani jak to zrobiłam. Ale to nic. Nic.

Nie. To nic! Przecież mu tylko w kilka sekund złamała rękę. Ann chyba została jakimś Rambo.

Zazwyczaj odruchowo w takim przypadku dziewczyna uderzyłaby chłopaka w twarz, ale łamanie rąk też jest spoko.

Gdzie tam, po prostu aktywowała jej się moc Mary Sue.

Za niedługo zostanie transformersem. Chcę zobaczyć jak zmienia się w Chevroleta.

A może obudził się w niej Mr. Hyde? Skoro ma luki w pamięci i krzywdzi innych? Albo znalazła dziennik Riddle'a? Reeejwen, nie ten fandom.

-Annabeth? Zapraszam do mnie. - Ostry głos Chejrona przywował (Co zrobił?) mnie do porządku.

Cheiron ex machina... x2

-Tak. Idę.-Teraz nic nie mia znaczenia. Mia? Mia to imię. A może miało być „mija”? :// I Ann musiała być głodna. Zjadła aż dwie spacje. Przed i po myślniku.

-Jason, ty też. Co tam robił Jason? Kiedy się pojawił? :o

Jason ex machina... x2

Obejrzałam się zdumiona. Ale czym się tak zdumiłaś, Ann?



*Jason*

Słysząc swoje imię, natychmiast zacząłem się zastanawiać, co takiego zrobiłem.

Żyjesz? Chyba tak. Oddycha. Ale raczej nie myśli.

Oczywiście od razu podbiegłem do Chejrona i Annabeth. Centaur odwrócił się i pogalopował przed siebie. Przez chwilę staliśmy, ja i Annabeth, ale zaraz ruszyliśmy w stronę domu Chejrona.

Nie wiem dlaczego nie mogli rozmawiać po drodze. W końcu... To centaur. One chyba mają wyjebane na każdego.

Niech mi ktoś powie, po kiego grzyba stali? Aby pomedytować przed spotkaniem z Cheironem? Czy wzbudzić napięcie przed opierdzielem centaura? Którego to opierdzielu, swoją drogą, nie rozumiem...

-H...Hej, Jason. Ty... Wiedziałeś?

Nadal nie widzę tych spacji po myślniku, wielokropku oraz jakiegokolwiek opisu emocji!

Muszą nieźle pędzić, że aż Annabeth dostała takiej zadyszki.

Ona już widzi, że Jason to jej jedyny i dostała syndromu skromnej, zażenowanej panienki...

-Od tygodnia.

Zapadła niezręczna cisza. I muzyczka jak z horroru.

-To było dobre. Skojarzyło mi się z jedzeniem... W sumie pierogi, jakie dzisiaj jadłam, też były dobre :)

-Co?

- Gówno. Wygrałem!

-No, to, jak go powalilaś.

Powaliło go raczej to, że jest tu brak jakichkolwiek opisów. AŁtorko, odkryj to w końcu!

Literówka. /*\ Przydałaby się beta. Może przy okazji nauczyłaby aŁtorkę dodawania opisów emocji.

Po co? Aby to opko było jeszcze dłuższe?

Pierwszy raz od dłuższej chwili Ann uśmiechnęła się.

To ile to wszystko trwało, że trzeba to aż zaznaczyć w narracji? Bo na moje oko nie więcej niż dziesięć minut.

-Tak sądzisz? Zajeżdża sztucznością...

-Oczywiście.

-Będę miała przez to jakieś problemy, Jason?

Tak! Będą problemy! Halooo! Nadal brak emocji! Ta rozmowa jest "sucha".

-Tak. Ale było warto?

Dziewczyna zastanawiała się przez niecałą sekundę. Ten czas jest dla nas niezbędny do poznania, czyż nie?

A nie parsknęła?

-Było. Minęło. Już do Nas nie wróci.

Do końca drogi szliśmy w ciszy, szczęśliwi z obecności drugiego. (Miłość rośnie wokół nas...) Nieopodal lasu stał Chejron.

Wróć. Szli do domu Chejrona, ale on stał koło lasu. Co?

Może mieszka w lesie? W końcu to centaur, z nimi bywa różnie.

Przeprowadził się?

-Annabeth. Żałujesz tego, co zrobiłaś?

- Tak. Żałuję tego, że ktoś zrobił ze mnie Rambo.

Widzę, że miała ochotę powiedzieć "tak". Miałaby o wiele mniej problemów. Ale ja delikatnie ścisnąłem ją za rękę. "Jestem z tobą..

Ale zabrakło z nimi spacji po kropce, ostatniej kropki w wielokropku i zamknięcia cudzysłowiu.

A kiedy ją za tę rękę złapał, aby teraz ściskać?

-Nie.

POTEM. A ja się upieram, że wcześniej!

*Annabeth*

Osiem miesięcy bez misji(Kto?!?). Chejron mocno się wkurzył, bo jutro Percy miał jechać na misję.

Powtórzenia. Ech...Misja misji misją.

Ech, ambrozja i przez noc mu się zagoi >.< Kanon umarł już całkiem?



Wszyscy się ode mnie odwrócili. Twierdzą, że byłam samolubna.

Nie. Chciałaś tylko jechać co misję, ale Cię olewali!

-Hej, Ann! Może pomóc?

No dobra, nie miałam racji. Jason został przy mnie.

-Dzięki, Jason. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.

Może bez Jasona zauważyłaby spacje przed myślnikami?

Chejron skazał mnie też na miesiąc codziennego czyszczenia domku Ateny, Aresa,(spacja)

Hermesa i Apollina. Musiałam wstawać o piątej, aby wszystko ogarnąć.

Mam wizję Annabeth przesuwającej łóżka razem ze śpiącymi w nich obozowiczami, żeby za nimi poodkurzać. Chyba, że o tej piątej wszystkich budziła i wywalała na podwórko. Tylko w takim razie co te biedne dzieci zawiniły, że je to spotyka?

Właśnie sobie wyobraziłam Aresiątka obdarzające Ann serdecznym wpierdolem. xD Na rodzeństwo zawsze można liczyć :D Merysujki wyłapią z daleka i spuszczą im łomot :D

Pozdrów rodzeństwo :D

Przez chwilę pracowaliśmy w milczeniu.

-Ann... Już wszystko dobrze?

Się namilczeli...

A było tak pięknie.

Spojrzałam na niego.

-Tak. Dziękuję. (Zamiast tej kropki, nie mogło być przecinka?) Wiesz co, (znak zapytania) może naprawdę jestem samolubna? Ty wiedziałeś o tym wcześniej, ale nic nie robiłeś. Jak dawałeś sobie z tym radę?

-Myślałemotobie. Byłem tak zamyślony, że nawet nie rozdzielałem słów! Drugikomentarzniemaczasunaspację.

To chyba znów Element Komiczny - że niby się tak wstydzi to powiedzieć... <trąca stopą to zdanie, póbując je zanalizować>

-Słucham?

-Myślałem o tobie. Miałaś takie idealne życie. Nie mogłem...nie potrafiłem...

Widzę, że nadal nie potrafisz używać spacji. A Jason nadal nie potrafi mówić.

Bardzo, bardzo nie miałam racji. Cały świat jest przy mnie, we mnie wierzy. Cały mój świat.

O imieniu Jason.

Awwwwwwww jak suodko :3 Tylko, że nie.

Jak można „bardzo nie mieć racji”? o.O Nie łatwiej i bardziej zrozumiale byłoby napisać „bardzo się myliłam”? o.O

Podsumowując. Teraz nie wiem kto jest kim, ponieważ Annabeth bawiła się w Piper i złamała Tomaszowi rękę, a okazało się, że to był Percy. Ponadto suchy dialog. Zero emocji. Brak spacji. Brak jakiegokolwiek sensu. Quo vadis, szociku?

I ta nagła zmiana - "Jason mnie okłamał i krył Percy'ego, ale ja go nagle pokocham, bo jest w tej samej sytuacji co ja"... How sweet... Ale zauważcie, że Annabeth kompletnie nie zainteresowała się uczuciami Jasona! Ale z niej wredna małpa!

Pełne imię Annabeth brzmi - Ann. Dziękuję aŁtorce, że mnie uświadomiła.

1 komentarz:

  1. Bosz prawie spadłam z krzesła. Wasze komentarze to jedno, lecz te opowiadanie to porażka, wielka masakra, moje biedne oczy i umysł

    OdpowiedzUsuń

Layout by Switch